Mnie zaraziła niespełna rok temu privace. Podsyłała linki do blogów, stron, zdjęć lalek. Trafiłam na blog Adelajdy na pingerze, zobaczyłam Livki i... zakochałam się w nich po uszy! Przeczytałam blog od początku do końca. Potem w jedną noc ogarnęłam blog Rudego Królika. Wiedziałam już, że lalki pochodzą z różnych firm, że bardzo się od siebie różnią, że jedne można dostać w Polsce a innych nie. Wcześniej nie miałam o tym w ogóle pojęcia! Tak samo o tym, że lalki można kolekcjonować. Pamiętam, jak na samym początku bardzo zdziwiłam się, że świstak to mężczyzna i że zbiera lalki. Jednak z czasem odkrywałam coraz to inne blogi, innych kolekcjonerów, w tym facetów. Wreszcie zdecydowałam się wyciągnąć swojej lalki. Wtedy jeszcze nie miałam zamiary ich kolekcjonować. początkowe zamierzenie było takie: będę szyć i dziergać, ot dla zabicia czasu. Ale coś mnie podkusiło zajrzeć na allegro... Zobaczyłam tam, ile używanych lalek ludzie sprzedają. Dotąd zawsze myślałam, że firmowe, prawdziwe Barbie kosztują dużo, a tu zobaczyłam wprawdzie używane, ale za to tanie lalki, o których tak marzyłam w dzieciństwie. Kupiłam jedną, uff, łatwo poszło, no to jeszcze jedną. I tę!, bo tania była... I tak się zaczęło. Listonosz zaczął przynosić coraz to nowe paczki, a ja ćwiczyłam na nowych mieszkankach poznane wcześniej na blogach sposoby na przywrócenie lalkom dawnej świetności. Chciałoby się powiedzieć "i tak jest do dziś", ale na szczęście nie jest, bo z nałogowego kupowania wyrosłam, wolę już jedną lalkę za większą cenę, niż 10 za mniejszą. I choć kolekcjonuję je dopiero rok, wiem czego chcę i konsekwentnie do tego dążę. Oby tak było zawsze
A jak to było z Wami?

