A u mnie jest tak,że rodzina mnie wspiera w moim szaleństwie.Jak mówią o lalkach,zawsze nazywają je ich imieniem

Mężu niby niewiele zainteresowany,ale jak chcę jakąś sprzedać,to broni jej jak lew

Tak było z Mel,ale w końcu zrozumiał,ze muszę się z nią pożegnać,coby spełnić kolejne marzenie...Ba ! nawet dosponsorował mi większą część brakującej kwoty ze swojej premii

...
Dziewczynki (10 lat i 5,5 roku) zawsze zapytają o nie,co uszyłam itepe.Ale nie ciągnie ich w stronę lalek.Wiedzą,że to moje i nie do zabawy.Poza tym lalki siedzą w witrynkach na ścianie.
Moja mama też jest nimi zachwycona,chociaż jak dowiedziała się,ile kosztowała Lou, to o mało na zawał nie zeszła.Teraz o cenę nie pyta,tylko podziwia i przeżywa ze mną (wysłuchuje moich jęków,kiedy dajmy na to czekam na coś dla lalek,albo na samą lalkę) No i czasami pochwali się tym,ze mam fajne lalki komuś ze swoich znajomych

W robocie nikt nie wie.Nie obnoszę się ze swoim szaleństwem.
A jak ktoś wejdzie do mojego pokoju - to doznaje szoku - ostatnio szwagier nie mógł się z niego otrząsnąć
Stolarz,który robił mi witrynki (młody chłopak) początkowo był z lekka zdziwiony zamówieniem.Później,jak mu wszystko pokazałam,opowiedziałam - wkręcił się i sam proponował pewne rozwiązania
Ogólnie mówiąc reakcja otoczenia jest jak najbardziej pozytywna.