Zdaje się, że stadne zapędy mają vintażowe Sindy. Na razie są u mnie dwie (jedna w dobrym stanie, a druga pójdzie do rerootu -kupiłam ją tylko dlatego, że miałam ochotę na jej ballerinowe ciałko), a już paskudy łypią na siebie porozumiewawczo "Do szatynki i blondi potrzeba jakiejś czarnuli i rudaska. Wywrzemy presję na Grażkę, a kupi kolejnego trupka."
O rany, skąd brać na to kasę?
