Chorobliwe zbieranie lalek?
- elianka
- Posty: 701
- Rejestracja: 12 mar 2012, 16:38
- Kontakt:
Re: Chorobliwe zbieranie lalek?
Kiedyś słyszałam fajne wyjaśnienie dlaczego nie można im tych rzeczy po prostu wyrzucić - to tak jakby wywalili Ci całą zawartość szafy, zabrali wszystko do worków i wynieśli a Ty mógłbyś tylko stać i patrzeć. Bez wnikania co w tej szafie trzymasz.
- Jednorożec
- Posty: 141
- Rejestracja: 25 kwie 2012, 22:34
- Kontakt:
Re: Chorobliwe zbieranie lalek?
Jestem chory.... Nie w kwestii lalek ale pozostałych rzeczy tak...dollbby pisze:co do syllogomani - ludzie chorzy poprostu czują się bezpiecznie wśród tych wszytskich rzeczy i w każdej z nich widzą potencjał, że może sie ona do czegoś jeszcze przydać...
- jewelsnake
- Posty: 1554
- Rejestracja: 29 gru 2011, 20:43
- Lokalizacja: dark side of the sun
- Kontakt:
Re: Chorobliwe zbieranie lalek?
z tego opisu wynika, że ja również.Jednorożec pisze:Jestem chory.... Nie w kwestii lalek ale pozostałych rzeczy tak...dollbby pisze:co do syllogomani - ludzie chorzy poprostu czują się bezpiecznie wśród tych wszytskich rzeczy i w każdej z nich widzą potencjał, że może sie ona do czegoś jeszcze przydać...
ludziom nie przychodzi do głowy, że takie rzeczy to często kwestia osobowości, za bardzo odczuwają potrzebę szufladkowania, przyklejania łatki "normalne" i "nie normalne' czyli "takie jak ja" i "inne". aż dziwne, że nie ma przymusowego leczenia ludzi "innych", dopasowywania ich do określonych przez pastwo norm. normalna kolekcja to maximum 100 lalek, imiona może mieć 10 z nich, wszystko powyżej tego jest oznaka choroby i zostanie odebrane przez ludzi wiedzących lepiej.
obejrzałam ten filmik i nie zobaczyłam tam nic "chorego", ot zwykly brak miejsca dla za dużej kolekcji. cóż wychodzi na to, że pewnie również jestem chora. bez wątpienia "najlepszy" sposób na "uzdrowienia" to zmusić siła do pozbycia się rzeczy.. i kto tu jest chory.. co do syna tej kobiety, to absolutne dorosły człowiek, powinien wyprowadzic się, jeśli mu nie pasuje i zająć sie własnymi rzeczami, a nie narzekać w TV na matkę. no doprawdy, jakim prawem ktoś w własnym domu ma dużo lalek, bezczelnosć, nie zgodna z normą, skandal! konfiturek by narobiła całą piwnice, to byłoby ok!
"It's not that I can't find worth in anything
It's just that I can't find worth in enough"
Manic Street Preachers
It's just that I can't find worth in enough"
Manic Street Preachers
- Ania_DollSecondHand
- Posty: 1398
- Rejestracja: 14 sty 2012, 22:48
- Kontakt:
Re: Chorobliwe zbieranie lalek?
Wiecie co? To, że akurat chodzi tu o lalki, to wg mnie nie ma najmniejszego znaczenia. Zamieńcie je na tonę kapsli, figurek słoników, wszystkie wydania Kaczora Donalda, bibliotekę klaserów ze znaczkami albo zbiór minerałów.
A teraz wyobraźcie sobie, że jedna osoba ma słoniki poukładane wielkością albo krajem produkcji w gablotce i ma ich 500 albo więcej, a druga kupuje je w sklepie za 2 złote, upycha je w pudełkach po butach albo herbacie i rzuca byle gdzie w składziku i ma ich 200. Jedna osoba starannie wyszukuje wartościowe minerały, opatruje je opisem, pucuje i układa na półeczkach w salonie, a druga zbiera kamienie, gdzie popadnie i wszystkie zabiera do domu, bo to przecież krzemień i wkłada do szuflad, które pękają w szwach, zapominając, jakie kamienie są na dnie.
Nie ma znaczenia, co to jest i ile tego jest. Ważne jest podejście do tego. Dlaczego my kupujemy (za niemałe pieniądze) lalki? Dlaczego ktoś kupuje znaczki, a inny minerały? Myślę, że odpowiedzi będą podobne dla każdej z tych rzeczy: bo fascynuje nas ich historia, bo dostrzegamy w nich piękno i nieraz kunszt wykonania, bo widzimy, ile ktoś włożył w nie pracy i jak my możemy to wykorzystać, bo obcowanie z nimi sprawia nam frajdę.
Ale chyba żaden z nas nie powie, że zobaczył lalkę w lumpeksie i musiał ją kupić. Nie powie: "Nie wiem, co to za lalka, ale musiałem ją kupić, bo tam była, bo ja uwielbiam lalki i musiałem ją kupić. A w ogóle była jedyna w sklepie i musiałem ją mieć". I tak w kółko aż mu całe mieszkanie zapełnią takie "musiałem". My wiemy, jakie lalki kupujemy, jaką mają wartość, jak wiele daje nam radochy zajmowanie się nimi. Filatelista nie wkłada sobie do klasera pierwszego lepszego znaczka, tylko szuka tych rzadkich, wartościowych, starych, zagranicznych i z takich jest właśnie dumny. A to jest właśnie pasja, nie mylmy, proszę Was, terminów![uśmiech :]](./images/smilies/kwadr.gif)
A teraz wyobraźcie sobie, że jedna osoba ma słoniki poukładane wielkością albo krajem produkcji w gablotce i ma ich 500 albo więcej, a druga kupuje je w sklepie za 2 złote, upycha je w pudełkach po butach albo herbacie i rzuca byle gdzie w składziku i ma ich 200. Jedna osoba starannie wyszukuje wartościowe minerały, opatruje je opisem, pucuje i układa na półeczkach w salonie, a druga zbiera kamienie, gdzie popadnie i wszystkie zabiera do domu, bo to przecież krzemień i wkłada do szuflad, które pękają w szwach, zapominając, jakie kamienie są na dnie.
Nie ma znaczenia, co to jest i ile tego jest. Ważne jest podejście do tego. Dlaczego my kupujemy (za niemałe pieniądze) lalki? Dlaczego ktoś kupuje znaczki, a inny minerały? Myślę, że odpowiedzi będą podobne dla każdej z tych rzeczy: bo fascynuje nas ich historia, bo dostrzegamy w nich piękno i nieraz kunszt wykonania, bo widzimy, ile ktoś włożył w nie pracy i jak my możemy to wykorzystać, bo obcowanie z nimi sprawia nam frajdę.
Ale chyba żaden z nas nie powie, że zobaczył lalkę w lumpeksie i musiał ją kupić. Nie powie: "Nie wiem, co to za lalka, ale musiałem ją kupić, bo tam była, bo ja uwielbiam lalki i musiałem ją kupić. A w ogóle była jedyna w sklepie i musiałem ją mieć". I tak w kółko aż mu całe mieszkanie zapełnią takie "musiałem". My wiemy, jakie lalki kupujemy, jaką mają wartość, jak wiele daje nam radochy zajmowanie się nimi. Filatelista nie wkłada sobie do klasera pierwszego lepszego znaczka, tylko szuka tych rzadkich, wartościowych, starych, zagranicznych i z takich jest właśnie dumny. A to jest właśnie pasja, nie mylmy, proszę Was, terminów
- astridnat
- Posty: 1052
- Rejestracja: 25 mar 2012, 02:01
- Lokalizacja: Toruń
- Kontakt:
Re: Chorobliwe zbieranie lalek?
Aniu pięknie ujęłaś to co mi się tłukło po głowie.Ania_DollSecondHand pisze:Wiecie co? To, że akurat chodzi tu o lalki, to wg mnie nie ma najmniejszego znaczenia. Zamieńcie je na tonę kapsli, figurek słoników, wszystkie wydania Kaczora Donalda, bibliotekę klaserów ze znaczkami albo zbiór minerałów.
A teraz wyobraźcie sobie, że jedna osoba ma słoniki poukładane wielkością albo krajem produkcji w gablotce i ma ich 500 albo więcej, a druga kupuje je w sklepie za 2 złote, upycha je w pudełkach po butach albo herbacie i rzuca byle gdzie w składziku i ma ich 200. Jedna osoba starannie wyszukuje wartościowe minerały, opatruje je opisem, pucuje i układa na półeczkach w salonie, a druga zbiera kamienie, gdzie popadnie i wszystkie zabiera do domu, bo to przecież krzemień i wkłada do szuflad, które pękają w szwach, zapominając, jakie kamienie są na dnie.
Nie ma znaczenia, co to jest i ile tego jest. Ważne jest podejście do tego. Dlaczego my kupujemy (za niemałe pieniądze) lalki? Dlaczego ktoś kupuje znaczki, a inny minerały? Myślę, że odpowiedzi będą podobne dla każdej z tych rzeczy: bo fascynuje nas ich historia, bo dostrzegamy w nich piękno i nieraz kunszt wykonania, bo widzimy, ile ktoś włożył w nie pracy i jak my możemy to wykorzystać, bo obcowanie z nimi sprawia nam frajdę.
Ale chyba żaden z nas nie powie, że zobaczył lalkę w lumpeksie i musiał ją kupić. Nie powie: "Nie wiem, co to za lalka, ale musiałem ją kupić, bo tam była, bo ja uwielbiam lalki i musiałem ją kupić. A w ogóle była jedyna w sklepie i musiałem ją mieć". I tak w kółko aż mu całe mieszkanie zapełnią takie "musiałem". My wiemy, jakie lalki kupujemy, jaką mają wartość, jak wiele daje nam radochy zajmowanie się nimi. Filatelista nie wkłada sobie do klasera pierwszego lepszego znaczka, tylko szuka tych rzadkich, wartościowych, starych, zagranicznych i z takich jest właśnie dumny. A to jest właśnie pasja, nie mylmy, proszę Was, terminów
Każda z lalek jest unikalna na swój sposób - zaspokaja we mnie potrzebę piękna.
Co do choroby wydaje mi się, że zaczyna się wtedy - kiedy kolejną lalkę kupujemy nie z powodu jej piękna czy tam innych cech które nam się w lalkach podobają, ale dla samego faktu posiadania. Czyli kolekcjoner kupuje lalkę bo dostrzega w niej coś wartościowego, a zbieracz stawia na ilość. Musi mieć dla samego faktu posiadania.
- jewelsnake
- Posty: 1554
- Rejestracja: 29 gru 2011, 20:43
- Lokalizacja: dark side of the sun
- Kontakt:
Re: Chorobliwe zbieranie lalek?
serio? kurcze, czyli jednak cos ze mną nie tak - ja kupuje wszystkie lalki barbie-podobne jakie spotkam w lumpeksie, aby je uratować przed wpadnięciem w ręce dzieci, czyli ani dlatego, że chce mieć akurat tę lalkę, ani dlatego, że "muszę" ją mieć.Ania_DollSecondHand pisze: Ale chyba żaden z nas nie powie, że zobaczył lalkę w lumpeksie i musiał ją kupić. Nie powie: "Nie wiem, co to za lalka, ale musiałem ją kupić, bo tam była, bo ja uwielbiam lalki i musiałem ją kupić. A w ogóle była jedyna w sklepie i musiałem ją mieć". I tak w kółko aż mu całe mieszkanie zapełnią takie "musiałem".
zresztą kogo to obchodzi co i jak sie kupuje? to sprawa publiczna? regulowana prawnie? nie powinno to być kwestią podejścia tylko i wyłącznie osoby zainteresowanej? jesli ktoś uwielbia miec te swoje pudła pełne znaczków pocztowych lub kapsli, komu to przeszkadza? trzeba taką osobę na siłę od nich uwolnic, to jej sie poprawi i stanie sie statystycznym Kowalskim? niestety nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem jakiegokolwiek odbierania komuś prawa do decydowania o sobie, ze względu na czyjeś widzimisię. ta kobieta nie wydawała sie szczęśliwa gdy zabierano jej cały zbiór miśków i lalek, mało tego, chciała aby ją wyrzucić z tym wszystkim jak śmieci, narzekała też, że sobie nie poradzi, bez wątpienia też nie poczuła sie lepiej gdy spojrzała na swój dom po tej przymusowej kuracji ''normalizacyjnej". niestety za dużo jest osób które wiedzą co jest najlepsze dla innych. "albo wyleczysz się po dobroci, albo państwo ci w tym pomoże, bez pytania o zgodę". gdyby jeszcze chodziło o coś śmierdzącego, szkodliwego dla zdrowia, ale lalki i maskotki?? po czymś takim nie chciałabym mieć nic wspólnego z syneczkiem. uhh, obrzydliwy świat. rób swoje, człowieku!
"It's not that I can't find worth in anything
It's just that I can't find worth in enough"
Manic Street Preachers
It's just that I can't find worth in enough"
Manic Street Preachers
-
helel ben sahar
- Posty: 2
- Rejestracja: 05 lip 2012, 20:16
- Kontakt:
Re: Chorobliwe zbieranie lalek?
Do tej pory zaglądałam na to forum jako tzw. "cichy klient" ewentualnie lurker, ale ten temat sprowokował mnie do rejestracji i wypowiedzenia się.
Po pierwsze - blog Vansdolltreasures - ciekawa jestem co pomyślałaby autorka blogu gdyby dowiedziała się, że na podstawie zdjęć jej salonu została, przez grupę internetowych psychologów, zdiagnozowana jako osoba chora na zbieractwo. Mało tego, jej mieszkanie budzi przerażenie! Jak trzeba być strachliwym żeby przerazić się tego, że ktoś ośmielił się zrobić coś wbrew obowiązującej konwencji? U mnie budzi to bardziej podziw, ewentualnie zazdrość - chciałabym móc tak po prostu wyrzucić niepotrzebne mi graty (przepraszam, sprzęty użytku domowego w żadnym wypadku nie użyteczne a zagracające przestrzeń bo w salonie tak ma być i już) i na ich miejscu wybudować miasteczko... Dużo mniej podobają mi się gablotki z lalkami, tzn. wiem, że lalki się nie brudzą, nie niszczą, widać co się ma, ale dla mnie lalki przechowywane w ten sposób nie żyją. Ale przerazenia nie budzą i w ostateczności te, które nie awansowałyby na pełnoprawnych "ludzi" mogłyby sobie tak stać.
Posłużę się cytatem z piosenki którą bardzo lubię:
Straight as an arrow
Defect defect
Not straight, not so straight
Reject reject
Wydaje się, że bardzo wielu osobom przeszkadzają ludzie którzy są "not so straight", którzy w jakikolwiek sposób odstają od ogólnie przyjętych norm. Pozostaje tylko pytanie - dlaczego? Co jest takiego okropnego w tym, że ktoś czuje się szczęśliwy w otoczeniu mnóstwa lalek czy maskotek? W czym to jest gorsze od innego szczęścia? I dlaczego mamy kogoś tego pozbawiać, choćby i siłą, w imię normalności?
"Spojrzał na ogromną twarz. Zajęło mu 40 lat, nim odkrył, jaki to uśmiech kryje się pod czarnym wąsem. Och, cóż za okrutna, niepotrzebna pomyłka! Och, cóż za upór i arogancja nie pozwalały mu się przytulić do miłującej piersi! Dwie pachnące ginem łzy spłynęły mu wolno po policzkach. Ale wszystko już było dobrze, wreszcie było dobrze; walka się skończyła. Odniósł zwycięstwo nad samym sobą. Kochał Wielkiego Brata ".
Tak to właśnie wygląda, czyjaś inność wydaje nam się obrazą dla naszej "normalności" więc zrobimy wszystko, żeby ten człowiek pojął w końcu, że był chory (bo bycie sobą jest chorobą) - ma kochać Wielkiego Brata.
No cóż, ja zgadzam się z tymi słowami:
Należenie do mniejszości, nawet jednoosobowej,
nie czyni nikogo szaleńcem. Istnieje prawda i istnieje fałsz,
lecz dopóki ktoś upiera się przy prawdzie,
nawet wbrew całemu Światu, pozostaje normalny.
Normalność, nie jest kwestią statystyki".
Po pierwsze - blog Vansdolltreasures - ciekawa jestem co pomyślałaby autorka blogu gdyby dowiedziała się, że na podstawie zdjęć jej salonu została, przez grupę internetowych psychologów, zdiagnozowana jako osoba chora na zbieractwo. Mało tego, jej mieszkanie budzi przerażenie! Jak trzeba być strachliwym żeby przerazić się tego, że ktoś ośmielił się zrobić coś wbrew obowiązującej konwencji? U mnie budzi to bardziej podziw, ewentualnie zazdrość - chciałabym móc tak po prostu wyrzucić niepotrzebne mi graty (przepraszam, sprzęty użytku domowego w żadnym wypadku nie użyteczne a zagracające przestrzeń bo w salonie tak ma być i już) i na ich miejscu wybudować miasteczko... Dużo mniej podobają mi się gablotki z lalkami, tzn. wiem, że lalki się nie brudzą, nie niszczą, widać co się ma, ale dla mnie lalki przechowywane w ten sposób nie żyją. Ale przerazenia nie budzą i w ostateczności te, które nie awansowałyby na pełnoprawnych "ludzi" mogłyby sobie tak stać.
Oczywiście, choroba. Kolekcjonerami jesteśmy my, mamy patent na kolekcjonerstwo. My umiemy, oni nie, proste.Osoba z tego filmiku faktycznie upodobała sobie lalki i pluszaki i będąc w secend hendzie zbierała bezmyślnie wszystkie jakie wpadną jej w ręceto oczywiście choroba...nie mająca nic wspólnego z kolekcjonerstwem.
Tej Pani z filmiku można tylko współczuć choroby...
Wielu ludziom różnych rzeczy można współczuć, możliwe, że tej kobiecie jej "choroba" w żaden sposób nie przeszkadzała, jedynie jej syn widział w tym problem. W takim razie ja współczuję jej takiego syna, "choroba" na pewno była mniej dokuczliwa. Współczuję jej również tego wszechobecnego współczucia, pobłażliwego traktowania i oceniania, z jakimi na pewno musiała się nie raz spotykać. Inna sprawa, że jak widać ci "chorzy" też są przydani - o ileż lepszym można się poczuć! Jak urastamy we własnych oczach, leczymy kompleksy, dowartościowujemy się - to jest wariat ale nam to nie grozi! My jesteśmy normalni, nie tak znowu źle z nami. Idąc po ulicy rozglądamy się za co grubszymi kobietami i z pogardą przewracamy oczami na te zwały tłuszczu tak beztrosko prezentowane - toż to choroba, nie widzi taka jak wygląda?! O, nasze 5kg nadwagi to pestka, mieścimy się konwencji! NAM TO NIE GROZI! Ciekawe czy oczy tych "normalnych" nie otworzyłyby się w zdumieniu gdyby dowiedzieli się, że inni, jeszcze bardziej normalni, uważają ich za zdziecinniałych i chorych - w tym wieku kupować lalki, no kto to widział? I jeszcze stawiać je na półkach? A po co? Dzieciakom dać, niech się pobawią, a dorośli niech się zajmą czymś co bardziej im przystoi.Nigdy nie pozwoliłabym samej sobie doprowadzić siebie i swojej kolekcji do takiego stanu, jaki ukazany jest na filmiku. Tak wiem, że łatwo mi mówić, że to choroba, ale ja po prostu wiem, że mi to nie grozi. I cieszę się z tego.
Tej Pani mogę tylko współczuć uzależnienia i chorobliwego przywiązania do tych przedmiotów oraz mieć nadzieję, że jeśli rozstanie się kiedyś z tym zbiorem to trafi on w dobre, kochające ręce.
A teraz wyobraź sobie, że absolutnie nie masz pojęcia co siedzi w głowie innego człowieka. Nie znasz jego podejścia do rzeczy, które kolekcjonuje. Nie możesz oceniać czyjegoś podejścia przez pryzmat siebie - to, ze Ty chcesz mieć swoje znaczki ułożone według krajów a kamienie według wielkości nie znaczy, że jest to jedyna słuszna droga. Nie Tobie oceniać co ma wartość a co nie, jak ktoś ma żyć, o ile oczywiście nie robi nikomu krzywdy. Skąd wiesz, czy ten człowiek upychający kamienie po szufladach nie dostrzega w nich piękna? "There is eloquence in screaming", nie każdy może doceniać kolekcję ułożoną równiutko jak przy linijce, są też ludzie, którzy widzą piękno w chaosie, w przydrożnym kamieniu, bezwartościowym znaczku - ogólnie czymś co dla "poważnego kolekcjonera" nie miałoby żadnej wartości.A teraz wyobraźcie sobie, że jedna osoba ma słoniki poukładane wielkością albo krajem produkcji w gablotce i ma ich 500 albo więcej, a druga kupuje je w sklepie za 2 złote, upycha je w pudełkach po butach albo herbacie i rzuca byle gdzie w składziku i ma ich 200. Jedna osoba starannie wyszukuje wartościowe minerały, opatruje je opisem, pucuje i układa na półeczkach w salonie, a druga zbiera kamienie, gdzie popadnie i wszystkie zabiera do domu, bo to przecież krzemień i wkłada do szuflad, które pękają w szwach, zapominając, jakie kamienie są na dnie.
Nie ma znaczenia, co to jest i ile tego jest. Ważne jest podejście do tego. Dlaczego my kupujemy (za niemałe pieniądze) lalki? Dlaczego ktoś kupuje znaczki, a inny minerały? Myślę, że odpowiedzi będą podobne dla każdej z tych rzeczy: bo fascynuje nas ich historia, bo dostrzegamy w nich piękno i nieraz kunszt wykonania, bo widzimy, ile ktoś włożył w nie pracy i jak my możemy to wykorzystać, bo obcowanie z nimi sprawia nam frajdę.
Ale chyba żaden z nas nie powie, że zobaczył lalkę w lumpeksie i musiał ją kupić. Nie powie: "Nie wiem, co to za lalka, ale musiałem ją kupić, bo tam była, bo ja uwielbiam lalki i musiałem ją kupić. A w ogóle była jedyna w sklepie i musiałem ją mieć". I tak w kółko aż mu całe mieszkanie zapełnią takie "musiałem". My wiemy, jakie lalki kupujemy, jaką mają wartość, jak wiele daje nam radochy zajmowanie się nimi. Filatelista nie wkłada sobie do klasera pierwszego lepszego znaczka, tylko szuka tych rzadkich, wartościowych, starych, zagranicznych i z takich jest właśnie dumny. A to jest właśnie pasja, nie mylmy, proszę Was, terminów
Posłużę się cytatem z piosenki którą bardzo lubię:
Straight as an arrow
Defect defect
Not straight, not so straight
Reject reject
Wydaje się, że bardzo wielu osobom przeszkadzają ludzie którzy są "not so straight", którzy w jakikolwiek sposób odstają od ogólnie przyjętych norm. Pozostaje tylko pytanie - dlaczego? Co jest takiego okropnego w tym, że ktoś czuje się szczęśliwy w otoczeniu mnóstwa lalek czy maskotek? W czym to jest gorsze od innego szczęścia? I dlaczego mamy kogoś tego pozbawiać, choćby i siłą, w imię normalności?
Takie przymusowe leczenie kojarzy mi się z "1984", ostatnie zdania z książki:bez wątpienia też nie poczuła się lepiej gdy spojrzała na swój dom po tej przymusowej kuracji ''normalizacyjnej". niestety za dużo jest osób które wiedzą co jest najlepsze dla innych. "albo wyleczysz się po dobroci, albo państwo ci w tym pomoże, bez pytania o zgodę". gdyby jeszcze chodziło o coś śmierdzącego, szkodliwego dla zdrowia, ale lalki i maskotki??
"Spojrzał na ogromną twarz. Zajęło mu 40 lat, nim odkrył, jaki to uśmiech kryje się pod czarnym wąsem. Och, cóż za okrutna, niepotrzebna pomyłka! Och, cóż za upór i arogancja nie pozwalały mu się przytulić do miłującej piersi! Dwie pachnące ginem łzy spłynęły mu wolno po policzkach. Ale wszystko już było dobrze, wreszcie było dobrze; walka się skończyła. Odniósł zwycięstwo nad samym sobą. Kochał Wielkiego Brata ".
Tak to właśnie wygląda, czyjaś inność wydaje nam się obrazą dla naszej "normalności" więc zrobimy wszystko, żeby ten człowiek pojął w końcu, że był chory (bo bycie sobą jest chorobą) - ma kochać Wielkiego Brata.
No cóż, ja zgadzam się z tymi słowami:
Należenie do mniejszości, nawet jednoosobowej,
nie czyni nikogo szaleńcem. Istnieje prawda i istnieje fałsz,
lecz dopóki ktoś upiera się przy prawdzie,
nawet wbrew całemu Światu, pozostaje normalny.
Normalność, nie jest kwestią statystyki".
- Violla Nask
- Posty: 274
- Rejestracja: 30 kwie 2012, 09:00
- Kontakt:
Re: Chorobliwe zbieranie lalek?
a wiecie - uswiadomiłam sobie, że zaczęłam zbierać lalki w okresie kiedy pozbyłam się TVjewelsnake pisze:privace pisze: .....
mieszkanie mojej siostry i moje nie wygląda dużo lepiej, prawie wszędzie stoją jak nie samochody i mebelki, to pokoje lalek i same lalkii czemu nie, dlaczego niby bardziej normalne ma być posiadanie telewizora i stołu XD
aaa...i jeszcze jedno - kolekcjoner czy zbieracz - co za różnica - liczy się pasja, która sprawia radość - tak sobie pomyslałam, że zbieranie lalek jest "chore" ewentualnie wtedy, kiedy robimy to, chociaż w ogóle nie przynosi nam to radości i zadowolenia - a póki tak jest - to "chore" byłoby z tego zrezygnować
moja lalkowa stronka http://lalkomania.blogspot.com/
zawsze mam dużo do pogadania - zwłaszcza jako mama:)
http://mamydopogadania.blogspot.com/
a tu moje niezdarne jak na razie próby biznesowe:)
http://www.mamaodrana.pl
zawsze mam dużo do pogadania - zwłaszcza jako mama:)
http://mamydopogadania.blogspot.com/
a tu moje niezdarne jak na razie próby biznesowe:)
http://www.mamaodrana.pl
- jewelsnake
- Posty: 1554
- Rejestracja: 29 gru 2011, 20:43
- Lokalizacja: dark side of the sun
- Kontakt:
Re: Chorobliwe zbieranie lalek?
ładnie ujęłaś to co ja próbowałam bezskutecznie napisać od kilku postów! jesli sprawia to radosc, to jakie ma to znaczenie jak wygląda kolekcja i ile sztuk zawiera!nasska pisze:a wiecie - uswiadomiłam sobie, że zaczęłam zbierać lalki w okresie kiedy pozbyłam się TVjewelsnake pisze:privace pisze: .....
mieszkanie mojej siostry i moje nie wygląda dużo lepiej, prawie wszędzie stoją jak nie samochody i mebelki, to pokoje lalek i same lalkii czemu nie, dlaczego niby bardziej normalne ma być posiadanie telewizora i stołu XD
...stół mam nadal...no Tv juz też - mąż na euro kupił:)...ale nie miałam prawie pół roku i dobrze mi z tym było:) ...a żeby nie było tak calkiem OT-owo - przyznam się , że sama cały czas zastanawiam się co kryje się za tym zbieraniem lalek - a skoro cos się kryje- a kryje na pewno - ja m.in. robie to, bo sprawia mi to radość, której potrzebuję - więc jak jest naprawdę - czy zbieranie lalek spowodowane jest zaburzeniem psychicznym, czy je powoduje...i prosze nie martwicie sie tym określeniem zaburzenie - bo to nie jest równoznaczne z jakimś wariactwem - jak ktos ma grype , to jakoś nikt się tym nie przejmuje, a to czasem tego typu zaburzenie...zreszta każde wariactwo jest względne, a pojęcie dyskusyjne jak istnienie nieuleczalnych chorób, o czym zresztą już piszecie...ale mi się wzięło na wywody
aaa...i jeszcze jedno - kolekcjoner czy zbieracz - co za różnica - liczy się pasja, która sprawia radość - tak sobie pomyslałam, że zbieranie lalek jest "chore" ewentualnie wtedy, kiedy robimy to, chociaż w ogóle nie przynosi nam to radości i zadowolenia - a póki tak jest - to "chore" byłoby z tego zrezygnować
"It's not that I can't find worth in anything
It's just that I can't find worth in enough"
Manic Street Preachers
It's just that I can't find worth in enough"
Manic Street Preachers
- elianka
- Posty: 701
- Rejestracja: 12 mar 2012, 16:38
- Kontakt:
Re: Chorobliwe zbieranie lalek?
Nie no sorry dziewczyny, ale wg was zastawienie całego mieszkanie po sufit czymkolwiek jest ok? Ja się nie pytam czy "normalne" bo czymże jest norma.
Ja się pytam po prostu, czy człowiek , który we własnym domu ma miejsca dla siebie tyle, ile odgrzebać na łóżku , panuje nad swoim życiem?
Fajnie, żyjmy i pozwólmy żyć innym. A nikomu nie przyszło do głowy, że ludzie czasem tracą kontrolę i potrzebują pomocy innych ludzi? Podchodzicie do tematu osobiście bo to są LALKI. A jakby to były puste butelki po coli ? "Pomoc" nie musi polegać przecież na wywaleniu wszystkiego na śmietnik. Są psychologowie, terapeuci, organizatorzy.
I proszę mnie nie oskarżać o Orwellowskie dopasowanie wszystkiego pod jeden schemat. Mam wrażenie, że niektóre z Was patrzą wyłącznie przez własny schemat - "ja tak wybrałam, ja tak żyję więc wszyscy się odczepcie."
Zaburzenia psychiczne - Syllogomania, nerwica natręctw, kompulsywne jedzenie czy w końcu depresja - to choroby i jako choroby trzeba je leczyć. Anoreksję też, mimo iż chora wcale nie chce być leczona. Bo w imię czego mamy zostawić chorych samych - żeby nie ingerować w ich życie? No bez żartów.
helel ben sahar piszę, że choroba kobiecie nie przeszkadza. Anorektyczkom ich zaburzenie też nie przeszkadza. Wręcz jest powodem do dumy.
Ja się pytam po prostu, czy człowiek , który we własnym domu ma miejsca dla siebie tyle, ile odgrzebać na łóżku , panuje nad swoim życiem?
Fajnie, żyjmy i pozwólmy żyć innym. A nikomu nie przyszło do głowy, że ludzie czasem tracą kontrolę i potrzebują pomocy innych ludzi? Podchodzicie do tematu osobiście bo to są LALKI. A jakby to były puste butelki po coli ? "Pomoc" nie musi polegać przecież na wywaleniu wszystkiego na śmietnik. Są psychologowie, terapeuci, organizatorzy.
I proszę mnie nie oskarżać o Orwellowskie dopasowanie wszystkiego pod jeden schemat. Mam wrażenie, że niektóre z Was patrzą wyłącznie przez własny schemat - "ja tak wybrałam, ja tak żyję więc wszyscy się odczepcie."
Zaburzenia psychiczne - Syllogomania, nerwica natręctw, kompulsywne jedzenie czy w końcu depresja - to choroby i jako choroby trzeba je leczyć. Anoreksję też, mimo iż chora wcale nie chce być leczona. Bo w imię czego mamy zostawić chorych samych - żeby nie ingerować w ich życie? No bez żartów.
helel ben sahar piszę, że choroba kobiecie nie przeszkadza. Anorektyczkom ich zaburzenie też nie przeszkadza. Wręcz jest powodem do dumy.
- privace
- Posty: 2499
- Rejestracja: 27 gru 2011, 12:23
- Kontakt:
Re: Chorobliwe zbieranie lalek?
helel ben sahar- nie dopisuj, czego nie było- blog Vansdolltreasures wymieniłam jako ANTONIM choroby, nie SYNONIM, po blogu moim i innych znanych blogerów polskich, którzy pokazują CAŁOŚĆ kolekcji, zbiorowe fotki, jako przykład KOLEKCJI, przeciwieństwo ZBIERACTWA.
Chodziło mi o to, czym ta pani z filmiku różni się OD NAS, że zasłużyła sobie na przyjazd obcych ludzi, którzy jej skarby wrzucili na wywrotki i wywieźli? (nie wiem ,czy każdy dotarł do drugiej części filmu http://www.youtube.com/watch?v=XJPUme9d ... ure=relmfu) Ma dużo lalek? Na zdjęciach które przykładowo wkleiłam lalek jest dużo. Jest mniej uporządkowana? U Vansdolltreasures widać twórczy bałagan, a pewnie wiele stołów, warsztatów osób szyjących dla lalek lub z jakąś inną pasją wygląda jak pobojowisko po przejściu huraganu. Więc JAKIM PRAWEM ktoś określił, że trzeba zabrać jej skarby?
Uderza mnie to, że najpierw tą panią przekonywano, że ta jej zbieranina kosztowała majątek- a potem wywala się to hurtem jak nic nie warte śmieci. Można było pomóc inaczej, porozmawiać, zrobić przegląd, poukładać, nauczyć kobietę ograniczenia CHCENIA, przekazać część lalek i pluszaków dzieciom. Przecież to nie były jakieś nic nie warte śmieci, żeby je wywrotkami wywieźć na wysypisko.
Bo ja myślę, że chorobę określa stan psychiczny, a nie ilość, rodzaj kolekcjonowania. Dopóki potrafimy stwierdzić "tego nie chcę, wymienię na coś innego albo sprzedam" to jest to zdrowe. I wystarczyło tej pani uświadomić, że nie wszystkie jej skarby są jednakowo ważne, że może sprawić komuś frajdę oddając jakiś egzemplarz, wymienić kilka pluszaków na piękną porcelankę. Czyli przeprowadzić terapię choroby, utrzymać jej potrzebę posiadania zabawek w zdrowych granicach. Ale w telewizji lepiej się sprzedało "ojej jaka góra się usypała z tych śmieci, wywieźmy to na wysypisko, hurra problem rozwiązany, w domu jest czysto". A mam 100% pewności, że gdy tylko kamery odjechały pani poleciała do najbliższego lumpexu i przytargała nowe wory skarbów.
Chodziło mi o to, czym ta pani z filmiku różni się OD NAS, że zasłużyła sobie na przyjazd obcych ludzi, którzy jej skarby wrzucili na wywrotki i wywieźli? (nie wiem ,czy każdy dotarł do drugiej części filmu http://www.youtube.com/watch?v=XJPUme9d ... ure=relmfu) Ma dużo lalek? Na zdjęciach które przykładowo wkleiłam lalek jest dużo. Jest mniej uporządkowana? U Vansdolltreasures widać twórczy bałagan, a pewnie wiele stołów, warsztatów osób szyjących dla lalek lub z jakąś inną pasją wygląda jak pobojowisko po przejściu huraganu. Więc JAKIM PRAWEM ktoś określił, że trzeba zabrać jej skarby?
Uderza mnie to, że najpierw tą panią przekonywano, że ta jej zbieranina kosztowała majątek- a potem wywala się to hurtem jak nic nie warte śmieci. Można było pomóc inaczej, porozmawiać, zrobić przegląd, poukładać, nauczyć kobietę ograniczenia CHCENIA, przekazać część lalek i pluszaków dzieciom. Przecież to nie były jakieś nic nie warte śmieci, żeby je wywrotkami wywieźć na wysypisko.
Bo ja myślę, że chorobę określa stan psychiczny, a nie ilość, rodzaj kolekcjonowania. Dopóki potrafimy stwierdzić "tego nie chcę, wymienię na coś innego albo sprzedam" to jest to zdrowe. I wystarczyło tej pani uświadomić, że nie wszystkie jej skarby są jednakowo ważne, że może sprawić komuś frajdę oddając jakiś egzemplarz, wymienić kilka pluszaków na piękną porcelankę. Czyli przeprowadzić terapię choroby, utrzymać jej potrzebę posiadania zabawek w zdrowych granicach. Ale w telewizji lepiej się sprzedało "ojej jaka góra się usypała z tych śmieci, wywieźmy to na wysypisko, hurra problem rozwiązany, w domu jest czysto". A mam 100% pewności, że gdy tylko kamery odjechały pani poleciała do najbliższego lumpexu i przytargała nowe wory skarbów.
- nina85
- Posty: 89
- Rejestracja: 13 lut 2012, 20:18
- Lokalizacja: Szkocja
- Kontakt:
Re: Chorobliwe zbieranie lalek?
privace napisałaś coś o czym od momentu zobaczenia tego filmu myślałam... dom bohaterki został wysprzątany, zabawki wywiezione ale skąd pewność, że nie wróci ona do swojej mani zbieractwa? Uważam, że taka terapia szokowa nie jest dobra, lepiej sprawdziłaby się metoda małych kroków... bo pomyślmy jak może czuć się teraz ta kobieta? Wydaje mi się, że zbierać zacznie ponownie ale ze zdwojoną siłą, w końcu została osaczona, troszkę ośmieszona przez obcych ludzi (przed kamerą), zupełnie niezrozumiana i teraz będzie musiała się pocieszyć. Żal mi jej bardzo.
-
kream
- Posty: 62
- Rejestracja: 19 kwie 2012, 18:17
- Kontakt:
Re: Chorobliwe zbieranie lalek?
Z drugiej strony gdyby ta Pani zamiast znosić do domu lalki i pluszaki zaczeła np kupować powiedzmy biżuterię, sztabki złota czy cenne monety obrazy itp wtedy nazwano by ją kolekcjonerką i to jeszcze przedsiębiorczą . Wtedy ani rodzina ani psycholodzy nie mieli by do niej żadnych zastrzeżeń. Ale ten świat jest obłudny

Ja też uważam że żle zrobiono pozbywając tę panią jej skarbów pewnie chodziło o to żeby zrobić pokaz przed telewidzami jacy to psycholodzy z programu są skuteczni tego co ta pani czuła wracając do opustoszałego domu już nie pokazali. Pewnie dostała garść jakiś prochów na uspokojenie
Ja też uważam że żle zrobiono pozbywając tę panią jej skarbów pewnie chodziło o to żeby zrobić pokaz przed telewidzami jacy to psycholodzy z programu są skuteczni tego co ta pani czuła wracając do opustoszałego domu już nie pokazali. Pewnie dostała garść jakiś prochów na uspokojenie
- Ania_DollSecondHand
- Posty: 1398
- Rejestracja: 14 sty 2012, 22:48
- Kontakt:
Re: Chorobliwe zbieranie lalek?
Nie będę nikogo cytować, bo widzę, że każdy się bulwersuje i dopisuje między linijkami swoje przemyślenia. Każdy, włącznie ze mną, napisał swoje zdanie i nie chcę się z niego tłumaczyć ani go bronić, ale zaznaczam, że nie podoba mi się, gdy ktoś zarzuca mi, że nie mam o czymś pojęcia, a to, co piszę, to tak naprawdę jedna wielka głupota. To jest moje zdanie i lubię o nim dyskutować, ale nie lubię, gdy ktoś od razu wszystko neguje, bo to już nie jest dyskusja
A moje przykłady miały obrazować szacunek do zbieranej rzeczy. Ja też kupuję lalki za złotówkę, bo mi się podobają i już, więc apeluję o troszkę spokoju.
A moje przykłady miały obrazować szacunek do zbieranej rzeczy. Ja też kupuję lalki za złotówkę, bo mi się podobają i już, więc apeluję o troszkę spokoju.
-
kream
- Posty: 62
- Rejestracja: 19 kwie 2012, 18:17
- Kontakt:
Re: Chorobliwe zbieranie lalek?
Podejrzewam że gdyby ta Pani miała dwie normalne córki a nie synów ( jeden chyba niepełnosprawny ) pewnie pomogły by jej powybierać najfajniejsze laleczki postawiły by je na półce i dopiero potem zaczęły leczenie matki. Bo przecież sam fakt że na półce miała by swoje lalki nie pogłębiał by jej choroby
Zresztą ludzie mają różne podejście do przedmiotów jedni starocie uważają za śmieci i sprzedają za symbolczną złotówkę inni za dzieło sztuki np jedna Pani w sklepie z antykami za Polską lalkę z okresu PRL-u zażyczyła sobie 85 zł ( taka sama na giełdzie góra 10 zł) Tłumaczyła ze to przez szacunek do starych przedmiotów
Z drugiej strony gdyby nie ci ignoranci z bazarków wielu kolekcjonerów zrezygnowało by ze swojej pasjii ze względów finansowych. Bo co innego kupić lalkę za złocisza a co innego za 100 złociszów
Także i znawcy są potrzebni i ignoranci pięknych przedmiotów także
Zresztą ludzie mają różne podejście do przedmiotów jedni starocie uważają za śmieci i sprzedają za symbolczną złotówkę inni za dzieło sztuki np jedna Pani w sklepie z antykami za Polską lalkę z okresu PRL-u zażyczyła sobie 85 zł ( taka sama na giełdzie góra 10 zł) Tłumaczyła ze to przez szacunek do starych przedmiotów
Z drugiej strony gdyby nie ci ignoranci z bazarków wielu kolekcjonerów zrezygnowało by ze swojej pasjii ze względów finansowych. Bo co innego kupić lalkę za złocisza a co innego za 100 złociszów
Także i znawcy są potrzebni i ignoranci pięknych przedmiotów także
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość
