Oglądam ten program o syllogomanii na zone reality w miarę regularnie. Tego odcinka nie widziałam, ale wpisuje się on w konwencję tej serii.
Moim zdaniem różnica między nadmiernie rozrośniętą kolekcją a kompulsywnym zbieractwem jest bardzo cienka i trudna do dostrzeżenia. Wielokrotnie rozmawiałam z moim mężem o zbieractwie - nasze mieszkaniec "samo z siebie" i "niepostrzeżenie" zmniejsza powierzchnie. Tu pojawia sie jakiś nowy kosz z "niezbędnymi rzeczami", to jakiś komputer do naprawy.. a stosiki rosną. Gdyby nie okresowa akcje wielkiego wyrzucania zginęlibyśmy pod stertą rzeczy.Rzeczy rzeczy rzeczy..
A kolekcja? Nie można jej wyrzucić. Zredukować do mniejszych rozmiarów się nie da. Na własny koszt, świadomie, rezygnujemy ze standardowego, normalnego domu. I to jest piękne, zabawne, sprawia nam radość i przynosi dumę. Tylko ja myślę, że strasznie łatwo przekroczyć granicę. Kiedy już nie można przestać przynosić coraz to nowych zmniejszając przestrzeń dla siebie coraz bardziej i bardziej aż w końcu wcale jej nie będzie.
Errynis Tages kiedyś napisała taki mądry post:
http://dollcollector.wordpress.com/2011 ... lwestrowa/
Nie znam jej, nie wiem, czy to kolekcja, która wymyka się spod kontroli, czy już zbieractwo, nie podejmuję się tego rozstrzygać. Ale chyba to dobra ilustracja do moich myśli.
-- 5 lip 2012, o 19:26 --
privace pisze:Po prostu ciekawi mnie w którym momencie ktoś z boku uznałby nas za chorych
Tym akurat bym się nie przejmwoała. Na samym początku filmu syn tej pani mówi taki oburzony " ona kupuje im ubrania, myje im włosy i daje imiona". SO WHAT ja się pytam
