Jak do tej pory, u mnie są głównie lalki za kilka pln, i wszystkie oprócz jednej jedynej fashionistas Sassy, były używane. I mi też "rzuca się na mózg", bo jak na nie patrzę, mam wrażenie, że u mnie jest im dobrze, ba, najlepiej! Że ciągle mnie wprawiają w zachwyt, że o nie dbam.. Mam ostatnio masakrycznie mało czasu na szycie, ale na pewno pomału każda z nich dostanie swoje, pasujące do jej buźki i charakteru ubranko, itd.. Na bieżąco pilnuję żeby miały rozczesane pachnące włosy, żeby były czyściutkie, zadbane.. Ogromnie lubię zajmować się nimi, robić im Spa, bardzo mnie to relaksuje, a one - było nie było - tylko na tym korzystają..
Zdarza mi się zaryzykować i kupić coś na aukcji z fatalnej jakości zdjęciem, jeśli cena jest niewygórowana, i mnie ogólny zarys buźki zaciekawi, jak do tej pory się tylko miło dziwiłam, że jest lepiej niż bym podejrzewała, a nawet jak było strrrasznie źle, to doprowadzałam je do takiego stanu, że raz dwa zapominałam, co było po rozpakowaniu koperty. Rozczarowały mnie raczej właśnie droższe zakupy, czyli zbyt mocny makijaż u nowej Sassy, do którego się nie przekonałam i sprzedałam ją, oraz kupno Artsy za niemałą kwotę, po czym okazało się, że ma plamy od lakieru, i np. z uszu nijak tego wywabić nie można.
A te staruszki, wyczekane aukcje pt. wóz albo przewóz, czy jakieś darowizny od koleżanek, które chciały lalki wyrzucić i dały mi je, po czym wyszło z nich ku mojemu zdumieniu ukryte piękno - to jest to co naprawdę najbardziej chyba lubię w moim zbieraniu barbioszek...
![uśmiech :]](./images/smilies/kwadr.gif)
Ja chyba nigdy nie będę takim pudełkowym kolekcjonerem, bardzo dobrze się czuję w roli przywracania blasku zakurzonym trupkom, bardzo się też do nich przywiązuję, zauważyłam też, że im mniej muszę się przy lalce namęczyć, natrudzić, tym mniej mnie ona emocjonalnie rusza

Także póki co, z niegasnącą radością przygarniam wszelkie sieroty i chodzące nieszczęścia, i jestem przeszczęśliwa..
![uśmiech :]](./images/smilies/kwadr.gif)