Podpiszę się pod niechęcią do wielkiego łba - co dziwne, lepiej go znoszę u lalek o całkowicie zaburzonych proporcjach, niż u tych, które udają, że wyglądają jak człowiek (jak np. Descendants). Bardzo też nie lubię lalek-dzieci (wyjątkiem są wintydżowe enerdowskie paskudki-kartofelki od Ari), zwłaszcza wszelkich bobasów i rebornów. Obrzydzenie budzą we mnie Bratz, szczególnie ich napompowane usta. Nie lubię też lalek idealnych, banalnie ładnych, o zbyt regularnych, słodkich rysach - wolę jakieś krzywości, defekty, nietypowość - blizny, złamane nosy itd.

. Lalki z moldowanymi kawałkami ubrania to zło (gumowe/plastikowe niezdejmowalne ciuchy wybaczam wyłącznie figurkom 1:12 i mniejszym), moldowane włosy tak samo (no, chyba że są tak fantastycznie rozrzeźbione jak np. u Hot Toysów).
Generalnie mam hopla na punkcie realizmu i naturalizmu, więc cokolwiek, co zbyt plastikowo śliczne albo zbyt wykoślawione w proporcjach, raczej nie zagrzeje u mnie miejsca. A skoro już o naturalizmie mowa, to (wewnętrzny zbok mode on) nie znoszę lalek z moldowaną/malowaną bielizną. Cierpię też na widok krzywdy, jaką większość firm robi lalkowym chłopom, odzierając ich z męskości, więc radośnie naprawiam błędy i wypaczenia matki fabryki

.
A, nie lubię też dużych lalek - duża to każda większa od 1:6. Lalka ma mieć swój świat, swoje domki i meble, jeśli może używać moich krzeseł i filiżanek, to robi się creepy.